DYMITR
Włożyłem klucz do zamka i przekręciłem go. Otworzyłem po cichu drzwi, wyjąłem klucz, a następnie wszedłem do mieszkania. Zdjąłem kurtkę i buty, po czym zajrzałem do małego saloniku. Karolina siedziała na kanapie i zaplatała Zoji dwa warkoczyki. Sonia siedziała koło niej. W rękach trzymała jakieś kolorowe czasopismo. Wiktoria leżała na podłodze przed kanapą z zeszytami i podręcznikami. Nigdzie nie widziałem mamy i Pawki.
- Dimka! - Wiktoria zerwała się z miejsca i podbiegła do mnie. Wskoczyła na mnie, śmiejąc się.
- Hej. Co tam? - spytałem, odstawiając ją na ziemię.
- Czekałam na ciebie wczoraj! Chciałam, żebyś mi pomógł z matematyką - skrzyżowała ramiona i obrzuciła mnie urażonym spojrzeniem.
- Przepraszam, ale musiałem zostać u pana Mazura - powiedziałem, idąc do kuchni. Wiktoria szła za mną.
- Nie lubię go. Myśli, że jak ma pieniądze, to może wszystko? My też chcemy z tobą spędzać czas.
- Wiem. A tak nawiasem mówiąc, pan Mazur nie wiedział nic o tym, że zostaję w jego willi na noc.
- Nie? - spytała nastolatka podejrzliwie. - To czemu nie wróciłeś?
Westchnąłem.
- To była... wyjątkowa sytuacja.
- Jaka?
- Wiktoria, nie musisz wszystkiego wiedzieć - powiedziałem, uśmiechając się przepraszająco. Wszedłem do kuchni. Mama stała przy kuchence i mieszała coś w garnku.
- Cześć, mamo - podszedłem do kobiety i zajrzałem jej przez ramię. - Co robisz?
- Oh, Dimka, wróciłeś już, jak dobrze. Ugotowałam twoją ulubioną zupę.
- Nie musiałaś - odpowiedziałem.
- Musiałam. Miałeś zjeść wczoraj, ale nie wróciłeś do domu. Odgrzana nie smakuje już tak jak świeża, ale musisz to znieść.
Do kuchni wbiegła Zoja. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w dół.
- Wuja, pobawisz się ze mną? - spytała, skacząc.
Uśmiechnąłem się.
- Dobrze. Tylko zjem kolację, okej?
- Okej! - wykrzyknęła i wróciła do saloniku.
Mama westchnęła, nalewając zupę do miski.
- Oj, Dimka, Dimka, przemęczasz się - powiedziała, stawiając naczynie na stole. Usiadłem i zabrałem się za kolację.
- Nie sądzę - odpowiedziałem. Mama usiadła naprzeciwko mnie.
- Od rana do wieczora pracujesz, a jeszcze zawsze coś robisz w domu. Powinieneś wrócić z pracy i odpoczywać.
Wzruszyłem ramionami.
- Podoba mi się tak, jak jest - stwierdziłem.
- Wyspałeś się chociaż? Czy nie dali ci spać?
- Wyspałem się, spokojnie - uśmiechnąłem się.
Dokończyłem szybko jeść zupę, po czym wstałem i umyłem miskę.
- Dziękuję, było pyszne.
Gdy tylko wyszedłem z kuchni, dopadła mnie Zoja.
- Chodź, wuja! - pociągnęła mnie w stronę sypialni. Poszedłem za nią.
- W co chcesz się bawić? - spytałem.
ROSE
Zapukałam do gabinetu ojca i weszłam. Jak zwykle siedział nad jakimiś papierami. Uniósł głowę i spojrzał na mnie z uśmiechem. Oparł się wygodnie o oparcie fotela.
- Co tam, córcia?
- I jak, przemyślałeś to z wigilią?- uśmiechnęłam się uroczo.
Westchnął i przetarł twarz.
- Rose, naprawdę nie sądzę...
- Ja naprawdę nie chcę tam jechać- przerwałam mu. - Już bym wolała siedzieć w bunkrze niż tam. Pod warunkiem, że dasz mi net.
- Nie zostawię cię tu samej.
- To wynajmij ochroniarzy.
- To nie takie proste. Dzwoniłem do firmy ochroniarskiej i mogą zacząć dopiero po świętach.
- A Steve? On nigdy nic nie robi w święta. Naprawdę, jeśli mnie kochasz, to nie każ mi tam jechać. Bo własnoręcznie ich uduszę i zakopię nad rzeką.
- No dobrze, dobrze, zostań- skapitulował.- Ale jeśli coś wywiniesz, to był ostatni raz.
- Dziękuję!- rzuciłam się mu na szyję.
- No już dobrze, już dobrze - zaśmiał się i poklepał mnie po plecach.
Po chwili się od niego odsunęłam, ale jeszcze nie wyszłam.
- Wiesz...- powiedziałam powoli.- Mam jeszcze jedną sprawę.
- Tak?
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale rodzina Dymitra żyje w bardzo złych warunkach...
- Wiem - westchnął.
- Naprawdę?- zdziwiłam się.
- Och, Rose. Bardzo mi zależy na bezpieczeństwie rodziny, dlatego zawsze sprawdzam pracowników.
- I to jest właśnie ta sprawa- zagryzłam wargę, przystępując z nogi na nogę. Miałam wielką nadzieję, że się zgodzi...
***
Rano coś nie pasowało mi w pokoju. Siedziałam zaspana na łóżku i próbowałam ustalić co to takiego. Po chwili już wiedziałam. Przez okno wpadały promienie słońca. Wyjrzałam za okno i od razu się rozbudziłam.
Szybko przebrałam się w ciepłe ubrania, zaplotłam włosy w warkocza i zbiegłam radośnie na parter. Rodzice siedzieli w jadalni przy śniadaniu, przeglądając gazety i inne papiery. Usiadłam na swoje miejsce i zaczęłam jeść kanapkę z szynką, sałatą i pomidorem.
- Rose, jadę jutro na zakupy - powiedziała mama. - Chcesz jechać ze mną?
Zastanowiłam się chwilę.
- Okej. Może kupię sobie jakąś sukienkę na studniówkę?
- Możemy kupić też buty, jeżeli będziesz chciała.
- Chyba będę chciała - odpowiedziałam z uśmiechem.
Zauważyłam, że Abe jest w dobrym humorze.
- A co ty, tato, taki wesoły? - spytałam, biorąc łyk herbaty.
- Widzisz, córcia, czasem ma się taki lepszy dzień - powiedział niemal śpiewająco. Spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Tylko lepszy dzień?
- Lepszy dzień, lepsze samopoczucie, wszystko lepsze - odpowiedział, zerkając w gazetę.
Dopiłam herbatę i poczekałam, aż rodzice zjedli śniadanie. Poszli do pracy, a ja zebrałam naczynia i weszłam do kuchni. Dymitr siedział przy wysepce kuchennej i rozmawiał z kimś przez telefon.
Odstawiłam naczynia do zmywarki, oparłam się o blat i pomachałam mu. Rosjanin uśmiechnął się i mi odmachał. Rozłączył się, a następnie schował komórkę.
- Masz coś dzisiaj w planach? - spytał, wstając.
Pokręciłam przecząco głową.
- Nic a nic - odparłam. - A co?
- Pomyślałem, że może miałabyś ochotę wybrać się na łyżwy - uśmiechnął się uroczo. Zauważyłam, że bardzo często się uśmiecha.
- Wiesz, z chęcią bym poszła, ale nie umiem za dobrze jeździć - powiedziałam powoli.
- To przecież żaden problem. Nauczysz się.
- Skoro tak mówisz... To chodźmy. - Odepchnęłam się od blatu i ruszyłam w stronę korytarza. W progu stanęłam i spojrzałam na Dymitra. - Weź pieniądze ze szkatułki.
Dymitr zmarszczył brwi.
- Ale to...
- Pieniądze ojca. Nawet nie zauważy, że zniknie dycha czy dwie. - Uśmiechnęłam się i poszłam do korytarza.
Założyłam kurtkę, szalik, czapkę i buty, a potem sięgnęłam po rękawiczki. Poczekałam na Dymitra. Kiedy też się ubrał, wyszliśmy na dwór.
- Śnieg! - spojrzałam w niebo na spadające płatki białego puchu. Kocham śnieg. Zamknęłam oczy.
Po chwili poczułam zimne dłonie na policzkach. Odskoczyłam jak oparzona.
- O nie! - wycelowałam w Dymitra palcem. - Wybij to sobie z głowy. Nie pójdę na łyżwy, jeżeli będę mokra!
Rosjanin uśmiechnął się chytrze.
- Znowu będziesz mokra? - spytał.
Zmrużyłam oczy. Podeszłam do niego i złapałam za rękę. Pociągnęłam go w stronę furtki.
- Chodźmy już - zażądałam.
Wyszliśmy na chodnik i ruszyliśmy na lodowisko, które było niedaleko. Zwróciłam się do Dymitra.
- A ty co, tak zimno i bez czapki? Jeszcze się przeziębisz.
- Uwierz mi, nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem chory - powiedział ze śmiechem.
Spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Niemożliwe - rzuciłam. - Przecież jest mróz! Na pewno będziesz chory.
- Na Syberii jest zimniej - odpowiedział z rozbawieniem.
- Syberia to druga Antarktyda - oznajmiłam ze wzruszeniem ramion.
- Tak sądzisz? - spytał, śmiejąc się.
- Nie sądzę. Ja to wiem - uśmiechnęłam się dumnie.
Po chwili byliśmy już na lodowisku. Na szczęście była tam tylko garstka ludzi. Wypożyczyliśmy łyżwy, założyliśmy je i powoli weszliśmy na lód. Od razu złapałam się barierki.
- Spróbuj się śmiać, jeżeli się przewrócę, to pożałujesz - powiedziałam poważnie, patrząc na Dymitra. Rosjanin uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
- Jasne.
Skinęłam głową.
- Świetnie. No to chodź - złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą.
Sunęliśmy po lodzie ramię w ramię.
- Mówiłaś, że nie umiesz dobrze jeździć - zauważył Dymitr.
Uśmiechnęłam się.
- Bo nie umiem. Nie umiem jeździć tyłem, na jednej nodze, nie zrobię przeplatanki i w ogóle.
- Rozumiem.
Pokonaliśmy parę metrów, po czym nagle skręciłam w stronę barierki. Za nią znajdowała się mała zaspa śniegu. Oparłam się i poczekałam na Dymitra. Kiedy Rosjanin pojawił się koło mnie, rzuciłam w niego śniegiem. Zaśmiałam się cicho.
Mężczyzna pozbył się śniegu z twarzy i spojrzał na mnie, unosząc jedną brew. Wtedy złapał mnie za ramiona i lekko popchnął. Nim się obejrzałam, leżałam na lodzie. Dymitr stał nade mną ze śmiechem.
Skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Miałeś się nie śmiać! - przypomniałam.
Rosjanin powstrzymał kolejną falę śmiechu.
- Tak jakoś wyszło - wzruszył ramionami, po czym wyciągnął rękę w moją stronę.
Złapałam jego dłoń i wstałam.
Po godzinie zeszliśmy z lodu, oddaliśmy łyżwy i ruszyliśmy w stronę willi. Zatrzymałam się, kiedy mijaliśmy pewną kawiarnię.
- A może napijemy się czegoś ciepłego? - spytałam.
- Jeżeli chcesz, to czemu nie - uśmiechnął się.
Weszliśmy do kawiarni. W środku było ciepło, pachnąco i przytulnie. Przy jednym stoliku siedziała zapatrzona w siebie para. Reszta miejsc była wolna.
Wnętrze było we wszystkich odcieniach brązu i żółci. Na stolikach stały pachnące róże, a na ścianach wisiały obrazy, przedstawiające słodkie pieski i kotki. Nad każdym stolikiem wisiała niewielka lampa, rzucająca delikatną poświatę. Można było usiąść albo w wygodnych, dużych fotelach, lub na kanapach z kilkoma poduszkami.
Podeszliśmy do lady, przy której stała niska szatynka z czerwonymi ustami i okularami w czarnych oprawkach na nosie. Była ubrana w białą koszulę i czarną spódniczkę.
- Dzień dobry. Co podać? - spytała, uśmiechając się.
- Dzień dobry. Ja poproszę... gorącą czekoladę - odpowiedziałam po chwili zastanowienia.
Kobieta zapisała zamówienie w notatniku.
- Dobrze. Co dla pana? - zapytała, spoglądając na Dymitra.
- A ja wezmę cafe latte.
- Okej... To wszystko? Może zechcą państwo do napojów jakieś ciasto lub ciasteczka?
- Nie, dziękujemy - odpowiedzieliśmy.
Zapłaciliśmy za zamówienie i poczekaliśmy na napoje. Podczas, gdy kobieta je przygotowywała, rozejrzałam się za wygodnym miejscem.
Wzięliśmy swoje kubki, po czym poprowadziłam nas do wypatrzonego stolika. Usiadłam wygodnie w fotelu i poczekałam, aż Dymitr usiądzie naprzeciwko mnie. Zdjęłam kurtkę, czapkę oraz szalik. Chwyciłam kubek w dłonie. Rozkoszowałam się przyjemnym ciepłem, obserwując ukradkiem Dymitra. Rosjanin zdjął kurtkę, a następnie podniósł do ust swój kubek i wziął łyk kawy. Zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek będę mogła posmakować jego ust...
"Zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek będę mogła posmakować jego ust..."
OdpowiedzUsuń-
Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy, co?
Przecież już się całowali? I przespali ze sobą?
Iiiiii ja tu chyba czegoś nie rozumiem...
Nie wiem czy dobrze zrozumiałam poprzednie rozdziały,ale to chyba był sen.
UsuńJak sen? Nie! To nie mógł być seeeeeen!
UsuńAutorki proszone do odpowiedzi! Halo!
UsuńSpowiadać się co macie na sumieniu!
UsuńSłodki sen o miłości ♥
UsuńJa jestem jeszcze ciekawa czyj to był sen..
UsuńBo to było z perspektywy Dymitra.
Coo? To nie mógł być sen! Nie ma nigdzie takiej wzmianki o tym, że to był sen. We wcześniejszych komentarzach pisałam, że wyśmienicie, że w końcu się przespali i żadna z autorek nie wyprowadziła mnie z błędu.
OdpowiedzUsuńCoś tu jest nie tak.
Z drugiej jednak strony, czytając ten rozdział, zastanawiałam się czemu zachowują się jakby się nic nie stało...
Liczę na wyjaśnienie nurtującej kwestii.
Pozdrawiam
Ostatni kom dałaś pod rozdziałem 21, gdzie jeszcze nie chciałyśmy nic zdradzać. I w 22 Dymitr mówi, że mu się to śniło. Cytuję: "To wszystko było tylko snem? Ale... Był taki realny."
UsuńTo nie fair..
UsuńMiało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.
Dajcie im się pokochać.. Oboje są w sobie zakochani, tylko muszą wypowiedzieć to na głos...