Święta były przepiękne, ale minęły za szybko. Moi rodzice wrócili do domu, a ja musiałam niestety wrócić do szkoły. Z Dymitrem postanowiliśmy, że na razie nikomu nic nie powiemy. Trudno było się trzymać od niego z daleka, tym bardziej kiedy puszczał mi ukradkiem oczko.
Rosjanin dalej udzielał mi korepetycji, przez co moje oceny w szkole były jeszcze lepsze. Abe był bardzo zadowolony, przez co podniósł mu stawkę.
Pewnego dnia obudziłam się szybciej, niż chciałam. Próbowałam zasnąć jeszcze na te pół godziny przed budzikiem, jednak nic z tego. W końcu się poddałam i wstałam z łóżka. Przebrałam się, uczesałam i zeszłam na śniadanie.
Od razu moją uwagę zwróciła nadzwyczajna cisza. Weszłam do jadalni, ale nikogo tam nie zastałam. Następnie zajrzałam do kuchni, w której krzątał się Dymitr.
- Wstałaś dzisiaj szybciej - zauważył, uśmiechając się delikatnie.
- Tak jakoś wyszło. Gdzie Abe i Janine? - spytałam, podchodząc i przytulając się do niego.
- Twój ojciec rzucił tylko coś, że muszą wyjść szybciej. Nie zjedli nawet śniadania.
- A mówił kiedy wrócą?
- Późnym wieczorem - odpowiedział, podsuwając mi kanapkę z sałatą i szynką.
Zjadłam szybko kanapkę, po czym zorientowałam się, że właśnie zaczął padać deszcz. Już chciałam iść po Steve'a, kiedy ten pojawił się nagle w korytarzu.
- Właśnie zaczęło padać. Podwiozę panią pod szkołę - oznajmił szofer.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Całe szczęście. Nie wyobrażałam sobie, żebym miała iść w tym deszczu.
***
Po południu deszcz przestał padać, a słońce wyjrzało zza chmur. Wysłałam do Steve'a sms'a, żeby po mnie nie przyjeżdżał, bo z chęcią się przejdę. Wracaliśmy dzisiaj całą paczką, ponieważ Christian postanowił spędzić dzień u Lissy, a Mason i Eddie chcieli nas odprowadzić. Kiedy weszłam do domu, brzuch i policzki bolały mnie od ciągłego śmiania się. Steve kręcił się przy bramie, a Dymitr jak zwykle znajdował się w kuchni.
- Co z moim pysznym obiadem? - spytałam, wchodząc do pomieszczenia.
- Za chwilę będzie gotowy - odpowiedział Rosjanin, zaglądając do piekarnika. - Jak w szkole?
- Świetnie! Dostałam piątkę z kartkówki z fizyki.
- Zdolna dziewczyna.
- Dobry korepetytor.
Zaśmialiśmy się, co znowu sprawiło, że rozbolał mnie brzuch. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się śmiałam.
Zjedliśmy razem obiad, a potem namówiłam Dymitra na film. Oczywiście wybrałam romans, przez co mężczyzna niezbyt był zadowolony, ale wiedziałam, że i tak się nie sprzeciwi.
Oczywiście na jednym filmie się nie skończyło. Oglądaliśmy do wieczora, potem Dymitr zrobił nam kolację, a następnie poprosiłam go o pomoc przy zadaniu domowym z matematyki.
- Kiedy to nie ma sensu! - wykrzyknęłam.
- To nie ma mieć sensu. To ma działać.
Przewróciłam oczami.
- Uważam, że gdyby matematyka była logiczna, sensowna, to nikt nie miałby z nią problemów!
Dymitr zaśmiał się, jednocześnie każąc mi zrobić kolejny podpunkt. Usłyszeliśmy, jak ktoś otwiera drzwi. Chwilę później w jadalni pojawił się Abe.
- Rose, o tej godzinie męczysz pana Bielikowa matematyką? - staruszek uniósł jedną brew.
- Sam się zgodził - odparowałam.
- Z tobą nie ma wyjścia - zaśmiał się i zniknął gdzieś w korytarzu.
Westchnęłam, wracając do zadań. Cieszyłam się, że ponad połowę już zrobiłam. Czułam, jak oczy same mi się zamykają.
- No nie mogę, zaraz zasnę - ziewnęłam.
Dymitr zaśmiał się cicho.
- Te dwa przykłady są już łatwe. Dasz radę.
- A może zrobiłbyś je za mnie? - spytałam, mrugając kilkakrotnie.
- O nie, nie. Musisz zrobić sama, żebyś w szkole dała sobie z nimi radę.
Jęknęłam, ale posłusznie zabrałam się do liczenia. Kiedy skończyłam, słaniałam się na nogach. Może lepiej by było, gdybym najpierw odrobiła zadania domowe, a potem oglądała z Dymitrem filmy? Lepiej bym wypadła zasypiając na filmie niż przy podręczniku.
Pożegnałam się z Dymitrem, będąc na skraju świadomości i poczłapałam do swojego pokoju.
***
- Rose!
Było zdecydowanie za wcześnie. Otworzyłam jedno oko. Nawet nie wstało słońce! Chwyciłam komórkę, żeby sprawdzić godzinę. Zbliżała się północ. Zmarszczyłam brwi. O co mogło chodzić?
Weszłam do kuchni, z której dobiegał głos ojca. Rozmawiał o czymś z Janine. Byli bardzo poruszeni.
- Co się stało? - spytałam, przecierając oczy.
- Brałaś pieniądze ze szkatułki? - spytał gniewnie Abe, wskazując na zdobną szkatułkę, w której zawsze znajdowały się pieniądze na zakupy.
- Nie, po co? Mam swoje pieniądze.
Rodzice wymienili znaczące spojrzenia. Natychmiast się rozbudziłam.
- O co chodzi? - spytałam powoli, z bijącym mocno sercem.
- Zniknęło pięćset dolarów ze szkatułki. Nie ma żadnych paragonów, faktur, niczego - odpowiedział Abe.
Poczułam, jak oblewa mnie zimny pot.
- Jak to?
- Też chciałbym to wiedzieć - mruknął staruszek.
- Ktoś nas okradł - warknęła Janine.
- I musiał to być ktoś, kto wiedział, że znajdzie tu pieniądze - dodał Abe.
Rodzice spojrzeli na mnie.
- Przyprowadzałaś wczoraj kogoś do domu?
Pokręciłam głową.
- Nie. Nie, wróciłam sama ze szkoły.
- Czy przyszedł ktoś do nas?
- Nie. Byłam tylko ja, Steve i Dymitr. Nikogo więcej tu nie było.
- Nikt nie mógł się tu włamać, bo sprawdziłem alarmy. Wszystkie działają. - Abe zaczął się zastanawiać. Janine tego nie potrzebowała.
- Steve albo Bielikow. Jeden z nich nas okradł - syknęła.
- Steve pracuje u nas od lat, nie zrobiłby tego - Abe od razu zaczął go bronić.
Moje serce zabiło mocniej.
- Dymitr dostaje wysokie wynagrodzenie! - wykrzyknęłam. - Nie zrobiłby tego.
Janine spojrzała na Abe'a.
- Dobrze wiesz, że nie ufam temu ruskowi! Steve nigdy nas nie oszukał, a Bielikowa znamy zaledwie parę miesięcy. Jeśli nie Steve, to Bielikow. Dla mnie to jasne.
- A co z kamerami? - spytałam. Byłam pewna, że nie zrobił tego ani Dymitr, ani Steve.
- Trzy dni temu zepsuły nam się kamery. Jutro ma przyjechać ktoś, kto je naprawi.
- Abe, spójrz na to logicznie - odezwała się Janine. - Bielikow jest biedny, ma dużą rodzinę. Mimo że dostaje porządne wynagrodzenie, tak wielka rodzina może to uważać za mało. Steve jest sam jeden i zasłużył na nasze zaufanie. Bielikow jest jedynym podejrzanym!
Zacisnęłam zęby, a do oczu napłynęły mi łzy, kiedy zdałam sobie sprawę, że to ma sens. Janine mówiła logicznie, a do tego nie dało się tego podważyć. Nie było niczego, żadnego dowodu, że nie zrobił tego Dymitr. Poczułam, jak moje serce rozpada się na tysiące kawałeczków. Czy to możliwe, że Dymitr po prostu mnie wykorzystał? Może od początku chodziło mu o zdobycie zaufania kogoś z mojej rodziny, żeby potem nikt go nie posądzał?
Abe miał wściekłą minę. Wyraźnie doszedł do podobnego wniosku.
- Jak tylko zjawi się w pracy, to się z nim rozmówię - warknął.
__________________________________________________
To nie tak, że był rok przerwy... Wcale.
- Właśnie zaczęło padać. Podwiozę panią pod szkołę - oznajmił szofer.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Całe szczęście. Nie wyobrażałam sobie, żebym miała iść w tym deszczu.
***
Po południu deszcz przestał padać, a słońce wyjrzało zza chmur. Wysłałam do Steve'a sms'a, żeby po mnie nie przyjeżdżał, bo z chęcią się przejdę. Wracaliśmy dzisiaj całą paczką, ponieważ Christian postanowił spędzić dzień u Lissy, a Mason i Eddie chcieli nas odprowadzić. Kiedy weszłam do domu, brzuch i policzki bolały mnie od ciągłego śmiania się. Steve kręcił się przy bramie, a Dymitr jak zwykle znajdował się w kuchni.
- Co z moim pysznym obiadem? - spytałam, wchodząc do pomieszczenia.
- Za chwilę będzie gotowy - odpowiedział Rosjanin, zaglądając do piekarnika. - Jak w szkole?
- Świetnie! Dostałam piątkę z kartkówki z fizyki.
- Zdolna dziewczyna.
- Dobry korepetytor.
Zaśmialiśmy się, co znowu sprawiło, że rozbolał mnie brzuch. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się śmiałam.
Zjedliśmy razem obiad, a potem namówiłam Dymitra na film. Oczywiście wybrałam romans, przez co mężczyzna niezbyt był zadowolony, ale wiedziałam, że i tak się nie sprzeciwi.
Oczywiście na jednym filmie się nie skończyło. Oglądaliśmy do wieczora, potem Dymitr zrobił nam kolację, a następnie poprosiłam go o pomoc przy zadaniu domowym z matematyki.
- Kiedy to nie ma sensu! - wykrzyknęłam.
- To nie ma mieć sensu. To ma działać.
Przewróciłam oczami.
- Uważam, że gdyby matematyka była logiczna, sensowna, to nikt nie miałby z nią problemów!
Dymitr zaśmiał się, jednocześnie każąc mi zrobić kolejny podpunkt. Usłyszeliśmy, jak ktoś otwiera drzwi. Chwilę później w jadalni pojawił się Abe.
- Rose, o tej godzinie męczysz pana Bielikowa matematyką? - staruszek uniósł jedną brew.
- Sam się zgodził - odparowałam.
- Z tobą nie ma wyjścia - zaśmiał się i zniknął gdzieś w korytarzu.
Westchnęłam, wracając do zadań. Cieszyłam się, że ponad połowę już zrobiłam. Czułam, jak oczy same mi się zamykają.
- No nie mogę, zaraz zasnę - ziewnęłam.
Dymitr zaśmiał się cicho.
- Te dwa przykłady są już łatwe. Dasz radę.
- A może zrobiłbyś je za mnie? - spytałam, mrugając kilkakrotnie.
- O nie, nie. Musisz zrobić sama, żebyś w szkole dała sobie z nimi radę.
Jęknęłam, ale posłusznie zabrałam się do liczenia. Kiedy skończyłam, słaniałam się na nogach. Może lepiej by było, gdybym najpierw odrobiła zadania domowe, a potem oglądała z Dymitrem filmy? Lepiej bym wypadła zasypiając na filmie niż przy podręczniku.
Pożegnałam się z Dymitrem, będąc na skraju świadomości i poczłapałam do swojego pokoju.
***
- Rose!
Było zdecydowanie za wcześnie. Otworzyłam jedno oko. Nawet nie wstało słońce! Chwyciłam komórkę, żeby sprawdzić godzinę. Zbliżała się północ. Zmarszczyłam brwi. O co mogło chodzić?
Weszłam do kuchni, z której dobiegał głos ojca. Rozmawiał o czymś z Janine. Byli bardzo poruszeni.
- Co się stało? - spytałam, przecierając oczy.
- Brałaś pieniądze ze szkatułki? - spytał gniewnie Abe, wskazując na zdobną szkatułkę, w której zawsze znajdowały się pieniądze na zakupy.
- Nie, po co? Mam swoje pieniądze.
Rodzice wymienili znaczące spojrzenia. Natychmiast się rozbudziłam.
- O co chodzi? - spytałam powoli, z bijącym mocno sercem.
- Zniknęło pięćset dolarów ze szkatułki. Nie ma żadnych paragonów, faktur, niczego - odpowiedział Abe.
Poczułam, jak oblewa mnie zimny pot.
- Jak to?
- Też chciałbym to wiedzieć - mruknął staruszek.
- Ktoś nas okradł - warknęła Janine.
- I musiał to być ktoś, kto wiedział, że znajdzie tu pieniądze - dodał Abe.
Rodzice spojrzeli na mnie.
- Przyprowadzałaś wczoraj kogoś do domu?
Pokręciłam głową.
- Nie. Nie, wróciłam sama ze szkoły.
- Czy przyszedł ktoś do nas?
- Nie. Byłam tylko ja, Steve i Dymitr. Nikogo więcej tu nie było.
- Nikt nie mógł się tu włamać, bo sprawdziłem alarmy. Wszystkie działają. - Abe zaczął się zastanawiać. Janine tego nie potrzebowała.
- Steve albo Bielikow. Jeden z nich nas okradł - syknęła.
- Steve pracuje u nas od lat, nie zrobiłby tego - Abe od razu zaczął go bronić.
Moje serce zabiło mocniej.
- Dymitr dostaje wysokie wynagrodzenie! - wykrzyknęłam. - Nie zrobiłby tego.
Janine spojrzała na Abe'a.
- Dobrze wiesz, że nie ufam temu ruskowi! Steve nigdy nas nie oszukał, a Bielikowa znamy zaledwie parę miesięcy. Jeśli nie Steve, to Bielikow. Dla mnie to jasne.
- A co z kamerami? - spytałam. Byłam pewna, że nie zrobił tego ani Dymitr, ani Steve.
- Trzy dni temu zepsuły nam się kamery. Jutro ma przyjechać ktoś, kto je naprawi.
- Abe, spójrz na to logicznie - odezwała się Janine. - Bielikow jest biedny, ma dużą rodzinę. Mimo że dostaje porządne wynagrodzenie, tak wielka rodzina może to uważać za mało. Steve jest sam jeden i zasłużył na nasze zaufanie. Bielikow jest jedynym podejrzanym!
Zacisnęłam zęby, a do oczu napłynęły mi łzy, kiedy zdałam sobie sprawę, że to ma sens. Janine mówiła logicznie, a do tego nie dało się tego podważyć. Nie było niczego, żadnego dowodu, że nie zrobił tego Dymitr. Poczułam, jak moje serce rozpada się na tysiące kawałeczków. Czy to możliwe, że Dymitr po prostu mnie wykorzystał? Może od początku chodziło mu o zdobycie zaufania kogoś z mojej rodziny, żeby potem nikt go nie posądzał?
Abe miał wściekłą minę. Wyraźnie doszedł do podobnego wniosku.
- Jak tylko zjawi się w pracy, to się z nim rozmówię - warknął.
__________________________________________________
To nie tak, że był rok przerwy... Wcale.
Nie to wcale nie był rok, skąd wam to przyszło do głowy?
OdpowiedzUsuńWięc tak:
1. Za mało słodkich chwil Romitri! Trzy ogólne zdania o oglądaniu filmów, czwarte o śniadaniu i kolejne o wieczornym pożegnaniu. A gdzie słodkie momenty, skradzione pocałunki? Chciałam rzygać słodyczą, a ledwo ją liznęłam. Smuteczek.
Fajnie, że idziecie w kryminał z kradzieżą, ale no, to jest romans! Gdzie miłość?
2. No kurczaki pieczone w rosole! Spróbujcie mi go tylko zwolnić!
Miłość, miłość! Jak możecie dawać tak mało miłości, a tak wiele wątpliwości!
Weny i czekam na next!:)
(idę napisać jakąś kłótnię, żeby się wyżyć...
Tak, to jest TEN uśmiech.)