Mroźne powietrze musiało ją trochę ocucić, ponieważ zmarszczyła brwi i zamrugała kilka razy.
-Mooja głoowa - przyłożyła dłonie sio skroni i odeszła kawałek od klubu. Opuściliśmy teren klubu i ruszyliśmy powoli chodnikiem w stronę miasta.
- I jak się podobał taniec z nieznajomym?- zapytałem w pewnym momencie, może trochę zbyt kąśliwie.
- Słucham?- dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- Wiesz chociaż jak miał na imię? Kim był?
- Ale o co ci chodzi? - spojrzała na mnie ostro.
- Obcy chłopak, starszy od ciebie, poprosił cię do tańca. Dobra, okey, to jeszcze nic złego. Ale on cię tam obmacywał. Mógł zdobić ci krzywdę.
- Ale nic się nie stało -wzruszyła ramionami.
- Ale coś mogło się stać. Co jakbym cię nie zabrał...
- Dymitr. Wiedziałam, że jesteś i nas pilnujesz. Ufam ci i wiem, że nie pozwolisz żadnej z nas skrzywdzić. Chciałam, żeby przestał, ale mnie nie słuchał, ale jak zawsze ktoś mnie w porę uratował - spojrzała na mnie z wdzięcznością i nagle przytuliła.
Automatyczne również ją objąłem, choć nie wiedziałem, co powiedzieć. Jednak ona była pierwsza.
- Dziękuję. Nie tylko za ratunek. Ale za pomoc przy zorganizowaniu kolacji dla rodziców, za wyciągnięcie z domu. Jak ja ci się odwdzięczę? Dziękuję- uniosła się na palcach i swoimi ustami delikatnie musnęła mój policzek.
Przez chwilę byłem jak sparaliżowany, gdy ona z rumieńcem odsunęła się i ruszyła dalej. Po chwili szok minął i pobiegłem do niej.
- Zabranie tu dziewczyn i ich uśmiechy to najlepsza nagroda. Dawno nie widziałem Karoliny tak upitej - oboje się zaśmialiśmy.
Zauważyłem, że nastolatka stara się opatulić rękoma, ale jej to nie wychodziło. Nie wiem czemu, to był odruch, ale zdjąłem kurtkę i zarzuciłem dziewczynie na ramiona. Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Zmarzniesz - zaczęła ściągać kurtkę, ale powstrzymałem ją, kładąc ręce na jej ramiona.
- Spokojnie, nie takie temperatury się znosiło. Po za tym, ja mam spodnie i długi rękaw.
- No tak. Zimniejsza część Rosji? - spytała.
- Tak, dokładnie Syberia.
- Uhuhu. Biedacy. Nigdy nie umiałam sobie wyobrazić, jak ktokolwiek może tam żyć. Przecież to jak Arktyka - wyrzuciła ręce w górę.
- Wcale nie - zaśmiałem się.- mieszkam w cieplejszej części Syberii, gdzie wiosna czy jesień nie różnią się od tych tutaj. Tylko lato i zima są trochę chłodniejsze.
- Tak, wmawiaj sobie - uśmiechnęła się.
Miałem ochotę ją pocałować. Była taka piękna. Brązowe włosy opadały jej delikatnie na plecy, teraz schowane pod moją kurtką. Tylko kilka kosmyków spadało na jej twarz, gdy patrzyła pod nogi. Ukryta w cieniu wyglądała tak tajemniczo, a jednocześnie magiczne. Brązowe oczy nabrały głębi, gdy patrzyła zamyślona nieobecnym wzrokiem. Tak bardzo chciałem w tym momencie móc przeczytać jej myśli. Mimo, że dość lekko ją znałem, już zdążyła mnie oczarować swoją osobą. Tak, ja Dymitr Bielikow, zakochałem się w Rose Mazur. O 7 laty młodszej córce szefa. Ale nie pozwolę jej nigdy się o tym dowiedzieć. To nierealne i nie możliwe. Jestem tylko służącym w ich domu. Może i jest miła, nawet mówi, że traktuje mnie jak przyjaciela, ale na pewno ma inne ideały. Bo co ja jej mogę dać? Jesteśmy biedniejsi niż myszy kościelne. A jej potrzeba kogoś, kto będzie umiał zadbać majątkowo o nią i rodzinę jaką założą. Trochę zakuła mnie myśl, że kiedyś będzie z kimś innym, ale co poradzić. Ja nie jestem jej godny. Po za tym ja już myślę o rodzinie, a ona na pewno chce się jeszcze wyszaleć. Jest młoda, jeszcze całe życie przed nią. Uśmiechnąłem się. Myślę już jakbym miał 60 lat.
- O czym tak myślisz? - spytałem, aby przerwać ciszę.
- Co? - otrząsnęła się. - A, nic istotnego. Możemy już wrócić? Zaczyna mi być zimno w nogi.
-Mooja głoowa - przyłożyła dłonie sio skroni i odeszła kawałek od klubu. Opuściliśmy teren klubu i ruszyliśmy powoli chodnikiem w stronę miasta.
- I jak się podobał taniec z nieznajomym?- zapytałem w pewnym momencie, może trochę zbyt kąśliwie.
- Słucham?- dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- Wiesz chociaż jak miał na imię? Kim był?
- Ale o co ci chodzi? - spojrzała na mnie ostro.
- Obcy chłopak, starszy od ciebie, poprosił cię do tańca. Dobra, okey, to jeszcze nic złego. Ale on cię tam obmacywał. Mógł zdobić ci krzywdę.
- Ale nic się nie stało -wzruszyła ramionami.
- Ale coś mogło się stać. Co jakbym cię nie zabrał...
- Dymitr. Wiedziałam, że jesteś i nas pilnujesz. Ufam ci i wiem, że nie pozwolisz żadnej z nas skrzywdzić. Chciałam, żeby przestał, ale mnie nie słuchał, ale jak zawsze ktoś mnie w porę uratował - spojrzała na mnie z wdzięcznością i nagle przytuliła.
Automatyczne również ją objąłem, choć nie wiedziałem, co powiedzieć. Jednak ona była pierwsza.
- Dziękuję. Nie tylko za ratunek. Ale za pomoc przy zorganizowaniu kolacji dla rodziców, za wyciągnięcie z domu. Jak ja ci się odwdzięczę? Dziękuję- uniosła się na palcach i swoimi ustami delikatnie musnęła mój policzek.
Przez chwilę byłem jak sparaliżowany, gdy ona z rumieńcem odsunęła się i ruszyła dalej. Po chwili szok minął i pobiegłem do niej.
- Zabranie tu dziewczyn i ich uśmiechy to najlepsza nagroda. Dawno nie widziałem Karoliny tak upitej - oboje się zaśmialiśmy.
Zauważyłem, że nastolatka stara się opatulić rękoma, ale jej to nie wychodziło. Nie wiem czemu, to był odruch, ale zdjąłem kurtkę i zarzuciłem dziewczynie na ramiona. Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Zmarzniesz - zaczęła ściągać kurtkę, ale powstrzymałem ją, kładąc ręce na jej ramiona.
- Spokojnie, nie takie temperatury się znosiło. Po za tym, ja mam spodnie i długi rękaw.
- No tak. Zimniejsza część Rosji? - spytała.
- Tak, dokładnie Syberia.
- Uhuhu. Biedacy. Nigdy nie umiałam sobie wyobrazić, jak ktokolwiek może tam żyć. Przecież to jak Arktyka - wyrzuciła ręce w górę.
- Wcale nie - zaśmiałem się.- mieszkam w cieplejszej części Syberii, gdzie wiosna czy jesień nie różnią się od tych tutaj. Tylko lato i zima są trochę chłodniejsze.
- Tak, wmawiaj sobie - uśmiechnęła się.
Miałem ochotę ją pocałować. Była taka piękna. Brązowe włosy opadały jej delikatnie na plecy, teraz schowane pod moją kurtką. Tylko kilka kosmyków spadało na jej twarz, gdy patrzyła pod nogi. Ukryta w cieniu wyglądała tak tajemniczo, a jednocześnie magiczne. Brązowe oczy nabrały głębi, gdy patrzyła zamyślona nieobecnym wzrokiem. Tak bardzo chciałem w tym momencie móc przeczytać jej myśli. Mimo, że dość lekko ją znałem, już zdążyła mnie oczarować swoją osobą. Tak, ja Dymitr Bielikow, zakochałem się w Rose Mazur. O 7 laty młodszej córce szefa. Ale nie pozwolę jej nigdy się o tym dowiedzieć. To nierealne i nie możliwe. Jestem tylko służącym w ich domu. Może i jest miła, nawet mówi, że traktuje mnie jak przyjaciela, ale na pewno ma inne ideały. Bo co ja jej mogę dać? Jesteśmy biedniejsi niż myszy kościelne. A jej potrzeba kogoś, kto będzie umiał zadbać majątkowo o nią i rodzinę jaką założą. Trochę zakuła mnie myśl, że kiedyś będzie z kimś innym, ale co poradzić. Ja nie jestem jej godny. Po za tym ja już myślę o rodzinie, a ona na pewno chce się jeszcze wyszaleć. Jest młoda, jeszcze całe życie przed nią. Uśmiechnąłem się. Myślę już jakbym miał 60 lat.
- O czym tak myślisz? - spytałem, aby przerwać ciszę.
- Co? - otrząsnęła się. - A, nic istotnego. Możemy już wrócić? Zaczyna mi być zimno w nogi.
-Pewnie. I tak zaszliśmy daleko.
Od razu zawróciliśmy. Łapałem się na tym, że co chwilę zerkam w stronę Rose. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Mam nadzieję, że w przyszłości znajdzie odpowiedniego chłopaka, który nigdy jej nie skrzywdzi.
- O nie... - jęknęła nagle Rose. Spojrzałem na nią zaskoczony.
- Co jest?
- Na którą jutro przychodzisz do pracy? - spytała.
- Na szóstą trzydzieści.
- Świetnie - westchnęła z ulgą, a ja nadal nie wiedziałem, o co chodzi.
- Odpowiesz mi na pytanie? - mimowolnie uśmiechnąłem się.
- Prawdopodobnie zapomniałam zrobić zadanie z matmy, a ty umiesz matematykę, to mi pomożesz - uśmiechnęła się szeroko, patrząc na mnie.
- Pewnie - zaśmiałem się.
Doszliśmy do klubu. Rose odwiesiła kurtkę do szatni, po czym weszliśmy na salę. Od razu uderzyła nas głośna muzyka. Odnaleźliśmy nasz stolik i siedzące przy nim dziewczyny.
- Gdzie byliście? - spytała od razu Karolina. - Już miałam iść was szukać!
- Spokojnie, Karolcia, byliśmy tylko zaczerpnąć świeżego powietrza - powiedziałem, uśmiechając się.
Nagle podeszła do nas grupka nastolatków. Poznałem paru przyjaciół Rose.
- Lissa, Mason? Co wy tu robicie? - zapytała Rose, uśmiechając się szeroko. Uśmiech rozpromienił jej twarz. Wyglądała ślicznie z tym uśmiechem na twarzy.
- Przyszliśmy się trochę zabawić - wyjaśnił chłopak z kruczoczarnymi włosami. Z tego, co pamiętam, nazywał się Christian.
- I ja o niczym nie wiem? - Rose skrzyżowała ramiona na piersi.
- Sorki, Rose, ale wiedziałam, że masz szlaban, więc nic ci nie mówiłam, żeby nie było ci przykro, że nie możesz z nami iść. Właśnie, co ty tu robisz? - spytała Lissa.
Rose wzruszyła ramionami.
- Udało mi się wyrwać z domu, bo rodzice mają rocznicę ślubu i nie miałam zamiaru słuchać tych wszystkich odgłosów - wzdrygnęła się teatralnie.
- Kim są twoi przyjaciele? - zapytał rudowłosy chłopak, patrząc na moje siostry z zaciekawieniem.
- Oh, tak, to jest Dymitr, ale jego już znacie. A to jego siostry: Karolina, Sonia i Wiktoria - przedstawiła nas Rose.
-Cześć - nastolatkowie uśmiechnęli się przyjaźnie.
- Hej - odpowiedziały moje siostry.
- To może bawmy się razem, co? - zaproponowała Rose. Wszyscy się zgodzili.
***
Wyszliśmy z klubu bardzo późno. Dziewczyny trochę się upiły, chociaż najbardziej Rose. Wiktoria za to czuła, że w domu będzie musiała wysłuchać mojego kazania na temat picia alkoholu w tak młodym wieku.
Dobrze, że Sonia była całkowicie trzeźwa. Pomogła mi doprowadzić dziewczyny do samochodu. Przyjaciele Rose byli wstawieni, ale nie pijani. Wyszli z klubu razem z nami, ale wracali do domu pieszo.
Najpierw odwiozłem siostry pod dom i zostawiłem je pod opieką Soni. Dziewczyny całkiem trzymały się na nogach, więc nie bałem się o nie. Następnie ruszyłem do willi pana Mazura.
- Ale przyznaj, że zabawa była genialna - zaśmiała się Rose. Dobry humor jej nie opuszczał. Dobrze wiedziałem, że to sprawka alkoholu. Ale jedno muszę przyznać. Ma dziewczyna silną głowę.
- Tak, była - odparłem.
Wjechałem na teren willi i zaparkowałem w podziemnym garażu. Rose wysiadła z samochodu w tym samym momencie co ja. Dziewczyna chciała iść sama, jednak zachwiała się i gdyby nie oparła się o samochód, to by się przewróciła. Zaczęła się głośno śmiać.
Podszedłem do niej. W duchu modliłem się, żeby pan Mazur nie zabił mnie za to, w jakim stanie Rose wróciła do domu. Chociaż już raz widziałem ją skacowaną i pan Mazur nie wyglądał na zbytnio przejętego.
-Może pomogę? - spytałem, łapiąc ją za nadgarstki.
- Z chęcią - zaśmiała się.
Byłem ciekaw, czy będzie jutro wszystko pamiętać. Wziąłem ją na ręce niczym pannę młodą i ruszyłem w stronę jej pokoju.
W domu było ciemno. Państwo Mazur musieli już spać. Ostrożnie przechodziłem przez korytarze, starając się nie zrzucić żadnego z drogocennych wazonów.
-Wiesz co ci powiem? - zachichotała Rose, odchylając głowę do tyłu.
Uniosłem jedną brew, chociaż wiedziałem, że tego nie widzi, bo jest za ciemno.
- Kocham cię - powiedziała, opierając głowę na moim ramieniu.
Wiedziałem, że Rose jest pijana i będzie teraz wygadywać głupoty. Dobrze o tym wiedziałem. Więc czemu moje serce zaczęło szybciej bić? Dlaczego kąciki moich ust uniosły się w delikatnym uśmiechu? Ale nie mogłem zaprzeczyć, że miło było to usłyszeć.
Zaśmiałem się cicho. Na trzeźwo nigdy by tego nie powiedziała, jestem tego pewien. W końcu jestem tylko pomocą domową, a ona dziewczyną, której rodzice są najbogatszymi ludźmi w okolicy. Można powiedzieć, że wręcz spali na pieniądzach. Co ja bym mógł Rose zaoferować?
Doszedłem z dziewczyną do jej sypialni i po cichu wszedłem do środka. Położyłem Rose na jej łóżku. Już chciałem odejść, jednak dziewczyna nie chciała mnie puścić. Obejmowała moją szyję, śmiejąc się coraz ciszej.
- Naprawdę cię kocham - powiedziała, spoglądając mi prosto w oczy. Pokręciłem głową.
- Gadasz głupoty. Musisz się wyspać. No już - uśmiechnąłem się.
Wtedy Rose nagle przyciągnęła mnie bliżej i złączyła nasze usta. Stało się to tak szybko, że nawet nie zdążyłem zareagować. W pierwszej chwili nie wiedziałem co robić. Jednak sekundę później oddałem pocałunek ze zdwojoną siłą.
Rose miała ciepłe i miękkie usta. Z każdą chwilą chciałem więcej. Pocałunek był słodki. Zatraciłem się całkowicie. Nic mnie teraz nie obchodziło. Była tylko Rose.
Nie poznawałem się. Co się ze mną stało? Co Rose ze mną zrobiła?
Po chwili odsunąłem się od dziewczyny.
- A teraz już śpij - zarządziłem stanowczo, przykrywając ją kołdrą.
- Taak. Dobrano - mruknęła.
Uśmiechnąłem się pod nosem i opuściłem jej pokój. Po cichu wyszedłem z willi, a potem ruszyłem do siebie. Czekała mnie kilkuminutowa wędrówka sam na sam z myślami.
____________________________________________
I oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba taki na święta 😁😁
Razem z Martą chcemy wam życzyć wesołych i udanych świąt, dużo jedzenia, rodzinnej atmosfery, śniegu i waszego wymarzonego Dymitra. Pochwalcie się, co znaleźliście pod choinką.
- O nie... - jęknęła nagle Rose. Spojrzałem na nią zaskoczony.
- Co jest?
- Na którą jutro przychodzisz do pracy? - spytała.
- Na szóstą trzydzieści.
- Świetnie - westchnęła z ulgą, a ja nadal nie wiedziałem, o co chodzi.
- Odpowiesz mi na pytanie? - mimowolnie uśmiechnąłem się.
- Prawdopodobnie zapomniałam zrobić zadanie z matmy, a ty umiesz matematykę, to mi pomożesz - uśmiechnęła się szeroko, patrząc na mnie.
- Pewnie - zaśmiałem się.
Doszliśmy do klubu. Rose odwiesiła kurtkę do szatni, po czym weszliśmy na salę. Od razu uderzyła nas głośna muzyka. Odnaleźliśmy nasz stolik i siedzące przy nim dziewczyny.
- Gdzie byliście? - spytała od razu Karolina. - Już miałam iść was szukać!
- Spokojnie, Karolcia, byliśmy tylko zaczerpnąć świeżego powietrza - powiedziałem, uśmiechając się.
Nagle podeszła do nas grupka nastolatków. Poznałem paru przyjaciół Rose.
- Lissa, Mason? Co wy tu robicie? - zapytała Rose, uśmiechając się szeroko. Uśmiech rozpromienił jej twarz. Wyglądała ślicznie z tym uśmiechem na twarzy.
- Przyszliśmy się trochę zabawić - wyjaśnił chłopak z kruczoczarnymi włosami. Z tego, co pamiętam, nazywał się Christian.
- I ja o niczym nie wiem? - Rose skrzyżowała ramiona na piersi.
- Sorki, Rose, ale wiedziałam, że masz szlaban, więc nic ci nie mówiłam, żeby nie było ci przykro, że nie możesz z nami iść. Właśnie, co ty tu robisz? - spytała Lissa.
Rose wzruszyła ramionami.
- Udało mi się wyrwać z domu, bo rodzice mają rocznicę ślubu i nie miałam zamiaru słuchać tych wszystkich odgłosów - wzdrygnęła się teatralnie.
- Kim są twoi przyjaciele? - zapytał rudowłosy chłopak, patrząc na moje siostry z zaciekawieniem.
- Oh, tak, to jest Dymitr, ale jego już znacie. A to jego siostry: Karolina, Sonia i Wiktoria - przedstawiła nas Rose.
-Cześć - nastolatkowie uśmiechnęli się przyjaźnie.
- Hej - odpowiedziały moje siostry.
- To może bawmy się razem, co? - zaproponowała Rose. Wszyscy się zgodzili.
***
Wyszliśmy z klubu bardzo późno. Dziewczyny trochę się upiły, chociaż najbardziej Rose. Wiktoria za to czuła, że w domu będzie musiała wysłuchać mojego kazania na temat picia alkoholu w tak młodym wieku.
Dobrze, że Sonia była całkowicie trzeźwa. Pomogła mi doprowadzić dziewczyny do samochodu. Przyjaciele Rose byli wstawieni, ale nie pijani. Wyszli z klubu razem z nami, ale wracali do domu pieszo.
Najpierw odwiozłem siostry pod dom i zostawiłem je pod opieką Soni. Dziewczyny całkiem trzymały się na nogach, więc nie bałem się o nie. Następnie ruszyłem do willi pana Mazura.
- Ale przyznaj, że zabawa była genialna - zaśmiała się Rose. Dobry humor jej nie opuszczał. Dobrze wiedziałem, że to sprawka alkoholu. Ale jedno muszę przyznać. Ma dziewczyna silną głowę.
- Tak, była - odparłem.
Wjechałem na teren willi i zaparkowałem w podziemnym garażu. Rose wysiadła z samochodu w tym samym momencie co ja. Dziewczyna chciała iść sama, jednak zachwiała się i gdyby nie oparła się o samochód, to by się przewróciła. Zaczęła się głośno śmiać.
Podszedłem do niej. W duchu modliłem się, żeby pan Mazur nie zabił mnie za to, w jakim stanie Rose wróciła do domu. Chociaż już raz widziałem ją skacowaną i pan Mazur nie wyglądał na zbytnio przejętego.
-Może pomogę? - spytałem, łapiąc ją za nadgarstki.
- Z chęcią - zaśmiała się.
Byłem ciekaw, czy będzie jutro wszystko pamiętać. Wziąłem ją na ręce niczym pannę młodą i ruszyłem w stronę jej pokoju.
W domu było ciemno. Państwo Mazur musieli już spać. Ostrożnie przechodziłem przez korytarze, starając się nie zrzucić żadnego z drogocennych wazonów.
-Wiesz co ci powiem? - zachichotała Rose, odchylając głowę do tyłu.
Uniosłem jedną brew, chociaż wiedziałem, że tego nie widzi, bo jest za ciemno.
- Kocham cię - powiedziała, opierając głowę na moim ramieniu.
Wiedziałem, że Rose jest pijana i będzie teraz wygadywać głupoty. Dobrze o tym wiedziałem. Więc czemu moje serce zaczęło szybciej bić? Dlaczego kąciki moich ust uniosły się w delikatnym uśmiechu? Ale nie mogłem zaprzeczyć, że miło było to usłyszeć.
Zaśmiałem się cicho. Na trzeźwo nigdy by tego nie powiedziała, jestem tego pewien. W końcu jestem tylko pomocą domową, a ona dziewczyną, której rodzice są najbogatszymi ludźmi w okolicy. Można powiedzieć, że wręcz spali na pieniądzach. Co ja bym mógł Rose zaoferować?
Doszedłem z dziewczyną do jej sypialni i po cichu wszedłem do środka. Położyłem Rose na jej łóżku. Już chciałem odejść, jednak dziewczyna nie chciała mnie puścić. Obejmowała moją szyję, śmiejąc się coraz ciszej.
- Naprawdę cię kocham - powiedziała, spoglądając mi prosto w oczy. Pokręciłem głową.
- Gadasz głupoty. Musisz się wyspać. No już - uśmiechnąłem się.
Wtedy Rose nagle przyciągnęła mnie bliżej i złączyła nasze usta. Stało się to tak szybko, że nawet nie zdążyłem zareagować. W pierwszej chwili nie wiedziałem co robić. Jednak sekundę później oddałem pocałunek ze zdwojoną siłą.
Rose miała ciepłe i miękkie usta. Z każdą chwilą chciałem więcej. Pocałunek był słodki. Zatraciłem się całkowicie. Nic mnie teraz nie obchodziło. Była tylko Rose.
Nie poznawałem się. Co się ze mną stało? Co Rose ze mną zrobiła?
Po chwili odsunąłem się od dziewczyny.
- A teraz już śpij - zarządziłem stanowczo, przykrywając ją kołdrą.
- Taak. Dobrano - mruknęła.
Uśmiechnąłem się pod nosem i opuściłem jej pokój. Po cichu wyszedłem z willi, a potem ruszyłem do siebie. Czekała mnie kilkuminutowa wędrówka sam na sam z myślami.
____________________________________________
I oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba taki na święta 😁😁
Razem z Martą chcemy wam życzyć wesołych i udanych świąt, dużo jedzenia, rodzinnej atmosfery, śniegu i waszego wymarzonego Dymitra. Pochwalcie się, co znaleźliście pod choinką.
~Karinga 💖💖💖💖