- Panie Mazur, to nieprawda!
Abe zatrzymał Dymitra w korytarzu i nie wpuścił już dalej. Cały czas miał wściekłą minę. Stałam parę metrów za plecami ojca. W moich oczach ciągle lśniły łzy. Jeszcze nigdy na nikim się aż tak bardzo nie zawiodłam. I pomyśleć, że już planowałam wspólną przyszłość z tym człowiekiem.
- W domu wtedy nie było nikogo innego. I nie powie mi pan, że było inaczej - warknął ojciec. Podziwiałam go za to, że jeszcze nie krzyczał.
- Rzeczywiście, nie było wtedy nikogo innego w domu, ale przysięgam, to nie ja! - Dymitr próbował się bronić, jednak na ojcu nie robiło to wrażenia.
- To kto w takim razie? Może Steve? Jeden z moich najbardziej lojalnych ludzi!
Mimo że Dymitr był dwa razy większy od Abe'a, wydawało się, że ojciec patrzy na niego z góry. Rosjanin kulił się pod morderczym spojrzeniem swojego szefa.
- Wydawał mi się pan uczciwym człowiekiem. Musimy jednak zerwać naszą umowę.
Dymitr przez chwilę tylko wpatrywał się w Abe'a zdezorientowany.
- Chyba nie mówi pan, że jestem...
- Zwolniony. Tak, dokładnie to teraz mówię. Zwalniam pana.
Dymitr ruszał ustami, jednak nie wydawał żadnego dźwięku. W końcu spojrzał na mnie.
- Chyba nie wierzysz, że ja...
- Proszę opuścić mój dom! - krzyknął Abe, nie spuszczając wzroku z Rosjanina.
Jednak ten tylko wpatrywał się we mnie.
- Rose, chyba w to nie wierzysz? Ja naprawdę tego nie zrobiłem! Uwierz mi, jestem niewin… - Abe złapał Dymitra i dosłownie wyrzucił go za drzwi.
Próbowałam powstrzymać łzy, jednak z marnym skutkiem. Abe zamknął drzwi, a wtedy jego twarz złagodniała.
- Nie martw się, córcia. Znajdę ci innego korepetytora. Równie dobrego - powiedział, obejmując mnie ramieniem.
- Lubiłam go - załkałam, ocierając policzki.
- Wiem, wiem, ale nie możemy pozwolić, żeby pracował u nas złodziej. Co gdyby ukradł coś z twojego pokoju? Albo mojego gabinetu? Nie, on nie mógł tu dłużej pracować.
POV. DYMITR
- Posądzili cię o kradzież?! - wykrzyknęła z furią Wiktoria.
Po tym, jak zostałem wyrzucony, stałem pod płotem jeszcze jakiś czas. Widziałem Rose, chodzącą po swoim pokoju. Krzyczałem, jednak albo mnie nie słyszała, albo udawała, że mnie nie słyszy. Potem wyszła z domu i od razu wsiadła do samochodu, który prowadził pan Mazur. Kiedy wyjeżdżali z posesji, próbowałem ją przekonać, żeby mnie wysłuchała, jednak na próżno. Pan Mazur również zdawał się nie zwracać na mnie uwagi. W końcu, niechętnie, dałem za wygraną.
- Nikogo innego tam nie było. Tylko ja i ich ochroniarz - powiedziałem, siadając ciężko na podniszczonej kanapie.
Wiktoria natychmiast usiadła obok mnie. Nawet Jewa zostawiła swoje zajęcia, żeby posłuchać jak do tego doszło.
- Dlaczego nie podejrzewają ochroniarza? - spytała Olena, podając mi kubek ciepłej kawy.
- Pracuje u nich od lat. Mają do niego pełne zaufanie - wytłumaczyłem. - Przepraszam - dodałem po chwili, a w moich oczach pojawiły się łzy. - Teraz znowu będę musiał szukać pracy, nie wiem kiedy coś znajdę, do tego czasu... Pieniędzy wystarczy na jakiś czas...
- Och, nie masz za co przepraszać - Olena machnęła ręką. - Może kiedyś znajdzie się prawdziwy złodziej, a wtedy ten cały Mazur będzie przepraszał ciebie. I to na kolanach.
- Wątpię - westchnąłem. - Alarm działał w tamtym momencie, a kamery były zepsute. Nie ma nic, co mogłoby mi pomóc.
- A czemu nie porozmawiają jeszcze najpierw z tym całym ochroniarzem?
- Od dzisiaj ma urlop.
- I nikt ci tam nie wierzy? - spytała Jewa. - Nawet ta młoda dziewczyna, którą tyle czasu się opiekowałeś?
Do oczu znowu napłynęły mi łzy. Rose… Bolało mnie to, że nawet ona mi nie wierzyła. Zakochałem się w niej na zabój, jak teraz mam normalnie funkcjonować? Z dala od niej... Nie, nie mogę się poddać. Muszę udowodnić, że to nie ja. Inaczej umrę z tęsknoty.
POV. ROSE
Dni mijały, a ja nie mogłam się na niczym skupić. Parę razy widziałam, jak Dymitr kręci się wokół domu. Czasami słyszałam jego krzyk. Nachodziły mnie wtedy wątpliwości, czy aby na pewno dobrze zrobiliśmy. Może on naprawdę był niewinny?
Janine za to ciągle powtarzała, że może Dymitr tylko obserwuje dom, żeby znowu coś ukraść. Kamery na nowo zaczęły działać, przez co była spokojniejsza. Mówiła, że teraz będziemy mieli niezbite dowody.
Abe zatrudnił studentkę. Zajmowała się dokładnie tym, czym zajmował się Dymitr. Włącznie z korepetycjami. Nie lubiłam jej. Nazywała się Amelia i w ogóle nie budziła mojej sympatii. A nienawidziłam jej od czasu, kiedy zauważyłam, że przystawia się do mojego ojca. Oczywiście, możliwe że pociągała ją jego uroda, mimo wieku mój ojciec był naprawdę przystojny, ale byłam pewna, że chodzi jej o pieniądze. Uprzykrzałam jej życie jak tylko mogłam. Ona oczywiście chodziła do Abe'a na skargi, ale on za każdym razem odpowiadał jej to samo: "Moja córka ma po prostu taki charakter". Cieszył mnie fakt, że ojciec nie zwraca na nią większej uwagi. Naoglądałam się za dużo seriali i teraz tylko tworzyłam coraz to nowsze scenariusze z nią w roli głównej. Na szczęście Janine też jej nie lubiła i namawiała ojca niemal codziennie, żeby znalazł inną pomoc domową.
Jednak cały czas coś nie dawało mi spokoju. Miałam wrażenie, że to nie Dymitr ukradł pieniądze. Oczywiście nie podejrzewałam również Steve'a. Znałam go od dzieciństwa i uwielbiałam go, więc nawet nie przyszło mi to do głowy. Postanowiłam, że muszę się dowiedzieć, czy rzeczywiście nikogo nie było wtedy w domu.
W sobotę, kiedy rodzice byli w pracy, a ja miałam cały dzień dla siebie, poszłam szukać Steve'a. Wczoraj wieczorem wrócił z urlopu i od rana był już w pracy. Znalezienie go nie było jakoś bardzo trudne, gdyż znajdował się go w garażu. Akurat szukał czegoś w samochodzie, mamrocząc pod nosem.
- Zgubiłeś coś? - spytałam, wchodząc do środka.
- Nie, nie, panienko. Upuściłem portfel i nie widzę, gdzie wpadł.
- Pozwól, że ja sprawdzę. - Zajrzałam do samochodu, a po chwili znalazłam portfel pod fotelem. Podałam do mężczyźnie.
- Dziękuję bardzo.
Steve zamknął samochód, a następnie garaż. Już chciał iść dalej, ale wzięłam się w garść i postanowiłam zadać kilka pytań.
- Steve, chciałabym cię o coś spytać.
Mężczyzna uśmiechnął się uprzejmie.
- Proszę pytać, o co panienka chce.
Przełknęłam ślinę.
- Tego dnia, kiedy pojechałeś na urlop, zorientowaliśmy się, że ktoś nas okradł. W domu byłeś tylko ty i Dymitr. Czy może jednak ktoś jeszcze? Widziałeś może kogoś?
Steve wyglądał na zszokowanego.
- Kradzież? Niemożliwe... Znaczy się nikt obcy się tu nie kręcił. Na chwilę przyszedł ten... Panienki kolega... Jak mu było... A tak, młody Zeklos. Wpadł na chwilę, ale szybko sobie poszedł. Pewnie chciał coś od panienki.
Poczułam, jak serce mi zamiera. Jesse tu był...
- On wszedł do domu?
- Tak. Ale mówię, od razu wyszedł.
- A Dymitr? Był wtedy też w domu?
Steve zastanowił się chwilę.
- Nie... Nie, pan Bielikow wyszedł akurat do pobliskiego spożywczaka.
Jęknęłam. Nie miałam wątpliwości co do tego, kto nas okradł. I nie był to Dymitr. Niesłusznie oskarżyliśmy go o kradzież. Dymitr jest niewinny!
Nie mogłam czekać na rodziców. Musiałam natychmiast przycisnąć Jessego, żeby się przyznał. Musiałam sprawić, żeby Dymitr wrócił na miejsce Amelii. I to szybko.
- Dziękuję ci, Steve - machnęłam ręką i pobiegłam do domu.
Złapałam szybko komórkę i znalazłam numer do Jessego. Zapłaci mi za to, że tak skrzywdził Dymitra. Ja też go skrzywdziłam, ale nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie Jesse.
Zeklos odebrał po paru sygnałach.
- Co tam, słoneczko? - spytał rozbawionym tonem. - Tęsknisz za mną.
- Nie mów na mnie słoneczko - warknęłam. - Musimy się spotkać. Natychmiast.
- Ale ty niecierpliwa... No dobrze. Spotkajmy się w parku za kwadrans.
- Nie, masz przyjść do mnie.
- To ty chcesz się spotkać, prawda? A więc ja ustalam miejsce i czas.
- Niech ci będzie - warknęłam, po czym się rozłączyłam. Szybko się przebrałam i wyszłam z domu, kierując się od razu w stronę parku.